Lubliniec. Magazyn Tuwima 6. Tutaj dzieją się wspaniałe rzeczy!

Piotr Ciastek
Piotr Ciastek
Magazyn Tuwima 6 w Lublińcu. Tutaj dzieją się wspaniałe rzeczy!
Magazyn Tuwima 6 w Lublińcu. Tutaj dzieją się wspaniałe rzeczy! arc Magazyn Tuwima 6
Udostępnij:
Pomoc Ukrainie. Takiej ekipy, jak przy Tuwima 6 w Lublińcu, nie ma nigdzie indziej. Wolontariusze uwijają się jak w ukropie, by zebrać jak najwięcej darów i przekazać je Ukraińcom. Zarówno tutaj w kraju, jak i w atakowanej przez Rosjan Ukrainie. Lubliniecki magazyn działa dzięki wolontariuszom i lokalnym przedsiębiorcom, a darami wspierają go także mieszkańcy miasta.

Nie od dziś wiadomo, że mieszkańcy Lublińca potrafią się mobilizować i angażować w akcje pomocowe i charytatywne, czy to w czasie pandemii, czy też teraz, gdy trwa wojna u naszych wschodnich sąsiadów. Akcja gromadzenia darów w magazynie lokalnej firmy, w której pracują Ukraińcy, przerodziła się w falę wielkiej pomocy dla uchodźców i walczących na froncie Ukraińców. Na półkach dwóch obszernych magazynów można znaleźć jedzenie z długim terminem ważności, środki higieniczne, chemię gospodarczą, jedzenie i pieluchy dla dzieci, zabawki, a także buty i bieliznę. Do niedawna można się było tutaj zaopatrzyć także w ubrania. Trafiają tutaj dary od mieszkańców, lokalnych firm, a nawet z zagranicy. Jak udało się to zorganizować?

Punkt zbiórki rozpoczął działalność już na samym początku wojny. Ukraińcy, którzy pracują w firmie Hausbud sprowadzili do Lublińca swoje rodziny. Przedsiębiorstwo dało dach nad głową kilkudziesięciu osobom. Przy Tuwima powstał też magazyn darów. Spontaniczny zryw przerodził się w koordynowaną przez wolontariuszy akcję zbiórki i przekazywania darów.

- To wszystko powstało z dobroci serca bardzo wielu ludzi. Jestem tutaj niemal codziennie od 1 marca. Odbieram telefony, kontaktuję się z dostawcami i darczyńcami, jestem taką skrzynką kontaktową dla wszystkich zaangażowanych w tę sprawę ludzi - mówi lublińczanka Maja Cyroń, koordynatorka punktu przy Tuwima 6.

Efekt kuli śnieżnej

W ciągu kilku dni z małego lokalnego punktu zbiórki, magazyn zmienił się w punkt przerzutowy między Niemcami a Ukrainą. Dotarło już tutaj 5 dużych transportów z Niemiec. Kolejne dostawy z zagranicy zaplanowane są na najbliższe dni. Dziesiątki mniejszych przybywa tutaj w ciągu dnia niemal od początku uruchomienia punktu.

Z odruchu serca ludzie przynosili do magazynu przeróżne rzeczy i informowali znajomych o zbiórce. Trafiło tu też sporo ubrań, które na początku okazały się niezwykle potrzebne. Matki z dziećmi przybywające do Lublińca często bez dodatkowych ubrań mogły tutaj znaleźć bieliznę, buty, spodnie, bluzki w niemal każdym rozmiarze.

- Przyjmujemy i wydajemy też rzeczy wielkogabarytowe. Pomogliśmy wyposażyć kilka mieszkań w lodówki, pralki, kuchenki i meble. Wszystko dzięki ludziom, którzy potrafili dostarczyć nawet całe zestawy mebli. Nadal szukamy takich rzeczy i wciąż wyposażamy mieszkania właśnie dla Ukraińców. W Lublińcu znalazło się sporo mieszkań, ale nie było one wyposażone, bo na co dzień stały puste, więc trzeba je było od podstaw w dosyć szybkim tempie wyposażać. W tym wszystkim od samego początku czynny udział bierze Hausbud Adama Dyli. Wspierają nas też firmy Integra sp. z o.o. z Katowic, Profitax i Expack, którym jesteśmy bardzo wdzięczni – dodaje Maja Cyroń.

Przez magazyn przewinęło się już sporo wolontariuszy, niektórzy przychodzą tu niemal codziennie. Wolontariusze to osoby głównie z Lublińca i okolic. Pomagają tu też harcerze. Stale pomaga na miejscu około 7 osób. Swą pomoc oferują też przebywający już w Polsce Ukraińcy. Do pomocy w magazynie przyjeżdżały min. Ukrainki przebywające w ośrodku NINIWA w Kokotku. Panowie z kolei pomagają przy rozładunku i załadunku transportów. W transporcie pomaga m.in. firma Engel i fundacja Promissum, która zajmuje się transportami na Ukrainę. Transporty trafiają do ukraińskiego Caritasu i potem na na front i do ostrzeliwanych miast.

Plecaki dla dzieci z Ukrainy

Dzień pracy w magazynach przy Tuwima zaczyna się od porządkowania wciąż napływających rzeczy. Umawiane są transporty na Ukrainę i z powrotem. W tym samym czasie zaczynają przychodzić potrzebujący Ukraińcy. Podczas naszej wizyty do punktu trafiła Ukrainka z dwójką małych dzieci, którzy na rowerze przyjechali po niezbędne im rzeczy. Dzieci otrzymały też upominki, by choć na chwilę uwolnić myśli od tego, co działo się podczas ucieczki z Ukrainy.

- Dzwonią do mnie osoby, które na przykład organizują nocleg dla kolejnej rodziny, która przyjeżdża i potrzebują pewnych rzeczy. Wtedy tworzę listę i razem z dziewczynami pakujemy to, co jest potrzebne. Jeżeli czegoś nie mamy, to staramy się to zdobyć i tak właśnie upływa nam dzień. Po południu też ludzie przywożą rzeczy. Są to zarówno małe transporty, jak i duże Najbardziej chwytają za serce osoby, które widać, że przynoszą jedyne rzeczy jakie mają i mimo tego dzielą się nimi. To najczęściej starsze osoby – relacjonuje koordynatorka magazynu.

Lubliniecki punkt włączył się też w akcję przygotowywania małych plecaków dla ukraińskich dzieci przekraczających granicę.

– W tę akcję zaangażowała dużo okolicznych przedszkoli i szkół. Wyposażamy plecaczki w kolorowanki, kredki, słodycze i misie, zbieramy je tutaj, a potem trafiają one na granicę – dodaje Maja Cyroń.

Do magazynu co chwilę wchodzi ktoś, by wziąć potrzebne rzeczy, ale pojawiają się tu też przedstawiciele lublinieckich restauracji, by wspomóc posiłkiem wolontariuszy. Panie szykują upominki dla bliźniaków z Ukrainy, którzy jutro mają urodziny. Ktoś wspomina o trzech ciężarnych kobietach, które wkrótce urodzą i trzeba będzie zapewnić im niezbędne rzeczy. Okazuje się, że potrzebne są wkładki laktacyjne. Na liście braków pojawia się też woda mineralna w dużych i małych butelkach, wkładki higieniczne, jedzenie w słoiczkach dla dzieci, musy owocowe w tubkach i słodycze. Potrzeby zmieniają się praktycznie codziennie, dlatego wolontariusze informują o nich na grupie na Facebooku Magazyn Tuwima 6.

Tu się dzieją wspaniałe rzeczy

Niemal codziennie w magazynie działa pani Dominika - house manager, matka dwójki dzieci, która gdy tylko usłyszała o wybuchu wojny na Ukrainie postanowiła działać.

- Szukałam miejsca na magazyn. Niestety nikt nie chciał mi takiego magazynu udzielić. Na Facebooku natrafiłam na Tuwima 6. Zadzwoniłam i powiedziałam, że mamy wolontariuszki i możemy pomóc. Żyjemy tym magazynem przez całe dnie. Gdyby nie moje dzieci, to bym tu mieszkała pewnie. Non stop jesteśmy na telefonie. Ktoś ogłosił, że odda coś, no to my już jesteśmy pierwsze i jedziemy. Mamy też magazyn wirtualny. Ktoś zgłasza nam, że ma dużą rzecz, na przykład materac, my to odnotowujemy w wirtualnym magazynie i w razie potrzeby się po takie rzeczy jedzie. Ostatnio przewoziliśmy kuchnię do Koszęcina. Tam mieszka rodzina od początku wojny właściwie, ale nie mieli kuchni, no i tak się trafiło, że znajomi kupili dom, zadzwonili, że chcą wydać wszystkie meble, które tam mają i urządziliśmy im te mieszkania. No tu się właśnie takie rzeczy dzieją. Z tego co wiem, to nie ma w regionie takie punktu. My zaopatrujemy ludzi nawet ludzi z Prudnika, Ozimka, Kłobucka i Kędzierzyna Koźla – mówi pani Dominika. Jej córka co sobotę przychodzi do magazynu i układa maskotki, które potem trafiają do dzieci.

- Dzieci pytają, czy już wracam do domu, a tu trzeba jeszcze spakować kolejne plecaczki dla maluchów. Choć czasem na „liczniku” mam 15 kilometrów pieszo po magazynach, to dalej chce się to robić – dodaje pani Dominika.

Misza chciał wracać do Ukrainy. Nie on jeden

W magazynie mocno udziela się też pochodzący z Ukrainy budowlaniec Misza.

- Zawiaduje tutaj ekipą z Ukrainy, która zajmuje się budowlanką. Pracujemy tu w firmie. Ja chciałem jechać z powrotem do domu. Do Ukrainy. Żeby bronić swojej ojczyzny. Mój szef skierował do mnie telefony uciekających ludzi z Ukrainy. Było ich bardzo dużo. Gdyby nie to, co tu się zdarzyło. Ta cała pomoc. To byśmy pojechali stąd. Tak naprawdę szef mnie zatrzymał tu z tym wszystkim. Powiedział, że tu ludziom mogę też bardzo pomóc. Pomagam też w rozmowach między Polakami a Ukraińcami. Ale bez dziewczyn, które zajęły się organizacją, to by się nie udało to wszystko. Pomagają nam ludzie z Lublińca. Cała Polska nam pomaga – mówi z wdzięcznością Misza.

Kolejne listy potrzeb pojawiają się z godziny na godzinę. Dzwoni telefon. Znów trzeba się brać do pracy, bo w Iwano-Frankiwsku brakuje pieluch, kremów i mleka dla dzieci oraz konserw dla żołnierzy. Wojna nie zważa na wiek, krzywdzi wszystkich tak samo, dlatego transporty z Lublińca będą trafiać na Ukrainę dopóki znajdą się ludzie chętni do przekazania darów, bo ekipie z Magazynu przy Tuwima 6 sił i zapału na pewno nie zabraknie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

J. Parys: Zajęcie statków przez władze Doniecka to rodzaj odwetu

Materiał oryginalny: Lubliniec. Magazyn Tuwima 6. Tutaj dzieją się wspaniałe rzeczy! - Lubliniec Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie